« Home | Czwartek » | Cafezihno » | Bandyterka » | Curitiba » | Zachciało mi się spaceru » | Rzeka Styczniowa » | Cisza, ja i czas » | [Jericoacoara, Brazylia] Odpuszczam sobie Manaus,... » | Brasília » | Z Porto Alegre do Brasílii »

Nie zważysz tego ani nie zmierzysz

Kupiłem sobie jako pamiątkę z Brazylii cuię i bombę, w których się pije chimarrão. Świeża cuia, która jest zrobiona ze skorupy owocu porongo, w środku jest biała i jeszcze nie jest gotowa do użycia. Trzeba ją najpierw przygotować, czyli po portugalsku curtar. A tego, jak się to robi, nauczyłem się od prawdziwych Gaúchos. Ponieważ cuie robi się ręcznie z prawdziwych owoców, żadne dwie nie będą identyczne.

Kobieta najpierw do naczynia wsypała trochę żaru z paleniska. Dmuchając i potrząsając wypaliła z dna luźne resztki skorupy. Po chwili wysypała popiół ze środka i dokładnie wyszorowała w środku. Potem mate – nie musi być nowe, i tak nie będzie się tego piło – wzięła to, co pozostało z ostatniego zaparzenia. Napełniła po brzegi i ubiła dokładnie. Zalała dosłownie jednym niewielkim chlustem gorącej wody. Woda zaczęła powoli wsiąkać. Teraz naczynie zostawiliśmy w takim stanie na cały dzień.

Następnego dnia rano powiedziała, że już można wyrzucić ziele. Wziąłem łyżkę, wyrzuciłem zawartość i wyszorowałem w środku. Kolor zmienił się z białego na lekko żółty, w jednym miejscu trochę się przygrzało od popiołu. Pory łupiny wypełniły się zielem. Spojrzała fachowym okiem i stwierdziła: „tá, teraz się nadaje na chimarrão”.

Z własnego doświadczenia: cuię po użyciu, zwłaszcza jeśli przez jakiś czas nie będzie używana, należy dobrze wysuszyć. A najlepiej przechowywać ją w suchym i przewiewnym miejscu. Jeśli się tego nie zrobi, może w środku pojawić się pleśń – w końcu zrobiona jest z naturalnych materiałów.

Etykiety:

Go There

Inne blogi & lacza

Poprzednie