« Home | Zachciało mi się spaceru » | Rzeka Styczniowa » | Cisza, ja i czas » | [Jericoacoara, Brazylia] Odpuszczam sobie Manaus,... » | Brasília » | Z Porto Alegre do Brasílii » | Wokół Brazylii » | Chimarrão » | Ryż i fasola, czyli ziemniaki » | Dziś odmówiono mi sprzedaży piwa w sklepie, gdyż..... »

Curitiba

Kurytyba to, jak dotąd, najładniejsze miasto w Brazylii które widziałem. Centrum jest bardzo nowoczesne, a jednocześnie stare budynki są ładnie wkomponowane. Nie rażą, tak jak w innych miastach, nawet w centrach, nieotynkowane ściany, pomarańczowo-szare gołe cegły, sterczące zbrojenia (bo może się jeszcze jedno pięterko dobuduje), brzydkie afisze malowane farbą na brudnobiałej ścianie. Oczywiście, w Kurytybie też takie miejsca można znaleźć. Na szczęście jest ich na tyle mało, że przy tych wszystkich nowoczesnych lub zabytkowych, a odnowionych budynkach znikają, przestają się rzucać w oczy.

W Kurytybie jest też dużo zieleni, mnóstwo parków. Na jednej mapce turystycznej naliczyłem 10. Jest ogród botaniczny (o tej porze roku mało ciekawy), park niemiecki, włoski, praktycznie każda grupa imigrantów ma swój. Jest nawet polski lasek, ufundowany przez Polonię i upamiętniający wizytę Papieża w 1980 roku. Park Tanguá ze sztucznym wodospadem, park Barigui z zalewem i mnóstwem biegaczy, rolkarzy, rowerzystów.

Mieszka tu dużo Polonii. Chodziłem po mieście szukając polskich akcentów, a jest ich dużo – w nazwach ulic, w pomnikach, w szyldach sklepów. Teraz już nie dziwi, że polski konsulat jest właśnie tutaj.

Właśnie dlatego, muszę dodać, pojechałem do Kurytyby. Na jeden dzień. 850 km w jedną stronę, 14 godzin autobusem. Wyspać się można. Jak mnie skroili w Rio, dopiero później się zorientowałem, że zniknął również paszport. To już większy kłopot. Stąd wyjazd. Ale udało się, od ręki dostałem tymczasowy, planów na dalszą podróż nie zepsuje.

Etykiety:

Go There

Inne blogi & lacza