« Home | Brasília » | Z Porto Alegre do Brasílii » | Wokół Brazylii » | Chimarrão » | Ryż i fasola, czyli ziemniaki » | Dziś odmówiono mi sprzedaży piwa w sklepie, gdyż..... » | Rzuć robotę, wyjedź gdzieś daleko » | Panorama na Rohacze » | Mam ścianę, to jest mój kawałek. » | Widoczki »

[Jericoacoara, Brazylia]

Odpuszczam sobie Manaus, zostaje dłużej w Fortalezie, potem jeszcze Rio i wracam na południe przed weekendem. Trochę kasa się kończy, a trochę mi się już nie chce wciąż latać do innego miasta, wysiadać na lotnisku i zastanawiać się, czy w lewo, czy w prawo.

Jeszcze z Fortalezy postanawiam skoczyć do Jericoacoary. Według Washington Post, albo jakiejś innej poczytnej gazety, to jedna z dziesięciu najpiękniejszych plaż świata. Gdyby nie książka Beaty Pawlikowskiej, nawet bym o niej nie usłyszał.

W Jeri nie ma dróg asfaltowych, wszystko jest z piasku. Dojechać można z Foralezy (w internetach mnóstwo jest opisów) najpierw autobusem, a ostatni odcinek już trzeba na 4 koła. Jak się rozglądam po wiosce, to widzę same motocykle, quady, małe terenowe samochodziki typu buggy i gdzieniegdzie pickup typu Toyota Hilux. No, ale niczym innym tu nie dojedziesz.

Etykiety:

Go There

Inne blogi & lacza