« Home | Buraki za kierownicą » | W górach » | Corrida de toros » | Trzęsienie ziemi » | Sezon wizowy » | Świat jest mały » | Ruch uliczny » | Przyjazd do Peru » | Peruwiańska wiza w paszporcie »

Wyżej niż kondory

Kiedy w czwartek wyjeżdżałem z Limy, nie wiedziałem ani gdzie dokładnie pojadę, ani kiedy wrócę. Moje plany zmieniały się kilkakrotnie, podobnie jak towarzysze wycieczki. Ostatecznie udało mi się zobaczyć Arequipę, kanion Colca, Cuzco, Machu Picchu.

Dzień pierwszy (piątek)
Arequipa

Dojechaliśmy do Arequipy o 12. Poszukaliśmy jakiegoś taniego hotelu, potem poszliśmy zjeść i pozwiedzać. Widziałem Plaza de Armas, katedrę, mirador (punkt widokowy) i kilka innych miejsc.
Co ciekawe, idąc ulicą spotkaliśmy znajomych z Limy - Markus i Magdalena z Austrii i Eva z Niemiec. Od nich dowiedziałem się, ze wybierają się do kanionu Colca. Wycieczka kosztuje 20 $, plus S/.35 za wstęp do Colca.

Dzień drugi (sobota)
Chivay


O 8.30 rano wyjazd z Arequipy. Przewodnik był punktualny jak rzadko w Peru.
Pierwszym celem były wikunie lub wigonie (vicugna vicugna). Te zwierzęta są dzikimi przodkami alpak. Są pod ochrona, większość ich populacji żyje w Peru. Zatrzymaliśmy się w środku pampy. Mogliśmy również podziwiać widok wulkanów, m.in. wulkan Misti górujący nad Arequipą (5822 m)
Kolejny postój żeby napić się mate de coca. Dalej wyjazd coraz wyżej i wyżej, aż na wysokość 4800 m. Dojechaliśmy do wioski Chivay, stolicy departamentu. Stamtąd 25 lat temu wyruszyła polska wyprawa akademicka, która odkryła kanion Colca. (>>zobacz)

Po czym można poznać Polaków? Nie wiem, ale jest coś charakterystycznego. Na ulicy w Chivay bezbłędnie rozpoznałem dwóch paisanos.

Z okazji święta Niepokalanego Poczęcia N.M.P. w wiosce przez 3 dni odbywa się fiesta, luzie tańczą na ulicy, przechodzą parady i procesje, orkiestra gra na trąbkach i tubach do późnych godzin nocnych. Melodia cały czas ta sama, ale rytm jest chyba mało ważny. Ważne, żeby grać dostatecznie głośno. Prawie wszyscy są ubrani w tradycyjne stroje (>>zobacz). Oczywiście w nocy musieli kilka razy przemaszerować pod naszymi oknami.

Wieczorem jeszcze kolacja w restauracji z tradycyjną muzyką i tańcami. Dzieci z sąsiedniego stolika, widząc grupę obcokrajowców, koniecznie chciały sobie zrobić z nami zdjęcia.

Dzień trzeci (niedziela)
Kanion Colca
Pobudka o godzinie 5 rano, śniadanie i wyjazd o 6 do doliny Colca. Widoki robią niesamowite wrażenie. Zatrzymywaliśmy się w miejscowościach Maca i Pincholo. O 8 dojechaliśmy do punktu widokowego Cruz del Condor. Jest to najlepsze miejsce do obserwacji kondorów. Czekaliśmy do 9.30. Najpierw było widać parę ptaków krążącą w oddali, ale jakiś czas później udało się zobaczyć pojedynczego kondora w niewielkiej odległości.

Z Cruz del Condor wracaliśmy powoli do Chivay, zatrzymując się jeszcze kilkakrotnie w bardzo widokowych miejscach. Widok kanionu i doliny Colca robi wrażenie (>>zobacz).

Dzień czwarty (poniedziałek)
Z powrotem w Arequipie

Zostałem jeszcze jeden Dzień w Arequipie, ponieważ nie udało mi się zarezerwować biletu do Cuzco na niedzielę. Planowałem rafting, ale nie znalazłem grupy.

W przewodniku przeczytałem, ze w wiosce Sachaca jest ciekawy punkt widokowy. Dowiedziałem się, jak tam dojechać. Okazało się, że jest to taka wiocha, ze nie byłem pewien, czy dobrze trafiłem. Budynki nie wyglądały zachęcająco, ale na ich szczycie było coś, co wyglądało jak punkt widokowy. I rzeczywiście, zobaczyłem napis El mirador. Niestety wulkan Misti i sąsiednie wulkany nie będą dobrze widoczne na zdjęciach. Później poszedłem na obiad do polecanej w przewodniku restauracji.

Dzień piąty (wtorek)
Święta Dolina


W poniedziałek wieczorem wyjechałem z Arequipy do Cusco autobusem. Podróż trwa ok. 9 godzin, spora część trasy nie jest asfaltowa. Rano, o 6 dotarłem do Cusco i od razu wpadłem w ręce pośrednika. Nie dałem się jednak bardzo oskubać, sam negocjowałem z właścicielem hoteliku. Jednak pośrednik podsunął mi pomysł wycieczki do Świętej Doliny. Dwie godziny później byłem już w odpowiednim autobusie.

Na początku "zwiedziliśmy" targi z wyrobami lokalnych twórców w miasteczku Pisaq. Obok tej samej miejscowości znajdują się ruiny miasta z czasów Inków. W ruinach spędziliśmy około 2 godzin, najpierw wędrując wąską ścieżką aby do nich dotrzeć, następnie była chwila na zrobienie zdjęć (>>zobacz)

Kolejne ruiny i kolejny przystanek po obiedzie, to Ollantaytamba. W tej samej wiosce jest stacja pociągu Cusco - Machupicchu. Ollantaytamba, zwana też w skrócie Ollanta, to podobno jedyna wioska, która nadal funkcjonuje na terenie ruin dawnego miasta.
Tarasy, świątynia, domy mieszkalne. Na górze, która jest naprzeciwko ruin można ujrzeć twarz boga i człowieka.

Ostatnim punktem jest Chincha. W tej miejscowości jest kościół, w którym w każdą niedzielę msze prowadzone są w języku keczua (quechua).

Dzień szósty (środa)
Ten dzień przeznaczyłem na zwiedzanie samego Cusco. Ciekawymi miejscami są z pewnością katedra i kościół Compañía de Jesús. Ten kościół jest uważany za najpiękniejszy w mieście. Ma wspaniały złoty ołtarz, podziemną kryptę i dzwonnicę, na którą można wejść.

Planowałem następnego dnia zobaczyć Machu Picchu. Poszedłem do agencji organizującej wycieczki. Cena, jaką mi podano, trochę przerażała. 140 $.
Okazuje się, że na własną rękę można to zrobić znacznie taniej. Najpierw pojechałem na stację kolejową, gdzie kupiłem bilet na pociąg. Pociąg odjeżdża z Ollantaytamba (tam, gdzie są ruiny). Kosztuje 44 $. Następnie kupiłem bilet na Machu Picchu. Uznano nawet moją polską legitymację studencką i mogłem kupić bilet za S./ 59, zamiast 119.
O godzinie 16 z Av.Grau miałem autobus do Ollanty (S./ 5). Z Cusco jedzie się około 1.40 godz. Natomiast odjazd pociągu jest o 20.
Na stacji byłem prawie godzinę przed odjazdem, ale to był dobry pomysł. Do Aquas Calientes jedzie dużo ludzi. Wszystkich obcokrajowców dano do jednego wagonu, a do pozostałych Peruwiańczyków. Podróż trwa 2 godziny. Wreszcie mogłem zobaczyć gwiazdy na niebie!

Dzień siódmy (czwartek)
Machu Picchu

Pobudka z samego rana, ponieważ chciałem wejść do ruin jak najwcześniej. Z Aquas Calientes można dojechać autobusem (za 6 $) lub dojść na piechotę. Tylko trudno jest znaleźć ścieżkę. Wybrałem autobus.
Same ruiny robią niesamowite wrażenie. (>>zobacz) Spędziłem tam 5 godzin.
Najpierw wszedłem na szczyt Machu Picchu (czyli "Stary Szczyt" w keczua). Podejście trwa ok. 1 godzinę, zejście 45 minut. Idzie się po stromej ścieżce lub kamiennych stopniach.
Z drugiej strony jest Huayna Picchu ("Młody Szczyt"), ale żeby na niego wejść, trzeba minąć bramkę przed 13. Później jest zbyt późno, a jak wytłumaczył mi pewien człowiek, "nie chciałbyś wracać w czasie deszczu". Podejście jest bardzo podobne do tego na Stary Szczyt. Ja niestety doszedłem już po 13, poza tym miałem dość po poprzednim.
Z ruin wracałem już piechotą (po co wydawać 6$ ?). Przy drodze dojazdowej jest bar-stołówka dla ludzi zatrudnionych przy konserwacji ruin i w sklepikach. Znacznie tańsza niż restauracja przy samych ruinach.

Dzień ósmy (piątek)

Odjazd pociągu z Aquas Calientes jest o 5:45. Miałem nadzieję, że zdążę przed 9.20 do Cusco, ale niestety. Spóźniłem się zaledwie kilka minut i znów nie udało mi się odbyć raftingu. Odjechali beze mnie. Przynajmniej agent oddał pieniądze.
Miałem jeszcze jeden dzień na to, żeby zwiedzić wszystkie muzea i kościoły, dokładnie zapoznać się ze wszystkimi ulicznymi sprzedawcami i nagabywaczami. Dopiero o 20 miałem autobus z powrotem do Limy. Podróż powrotna zajęła "tylko" 18 godzin. W Limie byłem w sobotę po południu.

Cała galeria zdjęć znajduje się tutaj.

Etykiety:

Go There

Inne blogi & lacza

Poprzednie